Ile razy w życiu czułeś się samotny ? Raz na rok ? Raz na miesiąc? Raz na tydzień ? A może tak jak ja, codziennie.
To podłe nieustające uczucie bycia niechcianym i beznadziejnym wciąż podcina mi skrzydła.
I choć nie chcę uciekać stąd, muszę, bo inaczej zwariuje.
Brak akceptacji samej siebie sprowadza mnie na dno.
Wszystko przez tą cholerną samotność.
Nie chcę być sama.
Gdy inni się bawią na imprezach czy domówkach, ja jak zwykle siedzę w czterech zamkniętych ścianach i płaczę. Zaczynają stare rany krwawić.
Serce chcę się wyrwać na zewnątrz, bo nie umie tego wytrzymać.
I choć nienawidzę być sama, to nie wiem czy umiałabym odnaleźć się na takiej imprezie. Przecież ja zawsze siedzę w domu,
ja nie umiem się bawić.
Umiem tylko płakać, wić się z bólu.
Nie umiem żyć, cieszyć się…
Potrafię tylko cierpieć. Cierpienie jest mi tak bliskie.
I w końcu zdajesz sobie sprawę, że nie potrzebujesz nie wiadomo jak wielkiego szczęścia.
Potrzebujesz pewną osobę, która o Ciebie zadba, będzie kochać Cię całym sercem, ona Cię tego wszystkiego nauczy.
Wyciągnie Cię z tego bagna, w którym jesteś zatopiony już cały.
Zdajesz sobie sprawę, że to za tą osobą płaczesz całymi nocami.
Najgorsze, że nie wiesz kto to jest.
A codziennie to Cię jeszcze bardziej i bardziej przygniata.
Wchodzisz w monotonnie.
Nie wierzysz, że mogło by być inaczej.
Zapadasz w rutynę.
Czujesz się gorzej, już nic nie pomaga, nawet żyletka.
Chcesz umrzeć.
Otworzyć okno, rozgiągnąć skrzydła i pofrunąć do przepięknej krainy nieba, gdzie byłbyś szczęśliwy.
To podłe nieustające uczucie bycia niechcianym i beznadziejnym wciąż podcina mi skrzydła.
I choć nie chcę uciekać stąd, muszę, bo inaczej zwariuje.
Brak akceptacji samej siebie sprowadza mnie na dno.
Wszystko przez tą cholerną samotność.
Nie chcę być sama.
Gdy inni się bawią na imprezach czy domówkach, ja jak zwykle siedzę w czterech zamkniętych ścianach i płaczę. Zaczynają stare rany krwawić.
Serce chcę się wyrwać na zewnątrz, bo nie umie tego wytrzymać.
I choć nienawidzę być sama, to nie wiem czy umiałabym odnaleźć się na takiej imprezie. Przecież ja zawsze siedzę w domu,
ja nie umiem się bawić.
Umiem tylko płakać, wić się z bólu.
Nie umiem żyć, cieszyć się…
Potrafię tylko cierpieć. Cierpienie jest mi tak bliskie.
I w końcu zdajesz sobie sprawę, że nie potrzebujesz nie wiadomo jak wielkiego szczęścia.
Potrzebujesz pewną osobę, która o Ciebie zadba, będzie kochać Cię całym sercem, ona Cię tego wszystkiego nauczy.
Wyciągnie Cię z tego bagna, w którym jesteś zatopiony już cały.
Zdajesz sobie sprawę, że to za tą osobą płaczesz całymi nocami.
Najgorsze, że nie wiesz kto to jest.
A codziennie to Cię jeszcze bardziej i bardziej przygniata.
Wchodzisz w monotonnie.
Nie wierzysz, że mogło by być inaczej.
Zapadasz w rutynę.
Czujesz się gorzej, już nic nie pomaga, nawet żyletka.
Chcesz umrzeć.
Otworzyć okno, rozgiągnąć skrzydła i pofrunąć do przepięknej krainy nieba, gdzie byłbyś szczęśliwy.
” Płakałem tam, płakałem taaam, saaam, SAAAM ! ”
Nie masz pojęcia co się z tobą dzieje, już nic nie zadowala.
Masz przyjaciół, oczywiście. Z którymi piszesz codziennie, udajesz głupka, tylko po to by nikt nie zauważył co się dzieje.
Tak naprawdę, boisz się tych przyjaciół.
Boisz się.
Wszystkiego się boisz.
Starasz się unikać.
Ale, czasem wymiękasz, co nie co dodasz o sobie… i po co ? jak nie zwracają na to uwagi, albo nie wiedzą co odpowiedzieć ?
Przecież to jest bez sensu. Więc po co w ogóle kiedykolwiek coś komuś mówić ?
Najgorszy jest moment, gdy jesteś otoczona masą ludzi, z którymi śmiejesz się, bo musisz, choć w środku czujesz jakby Cię coś wyżerało.
Powoli, stopniowo … aż w końcu dojdzie do takiego punktu, że będziesz musiała pójść pod jakąś wymówką, bo nie dasz rady nie zapłakać, nie krzyknąć. musisz to zrobić, bo inaczej Cię zniszczy.. zabije.
Tak właśnie, samotność zabija.
Masz przyjaciół, oczywiście. Z którymi piszesz codziennie, udajesz głupka, tylko po to by nikt nie zauważył co się dzieje.
Tak naprawdę, boisz się tych przyjaciół.
Boisz się.
Wszystkiego się boisz.
Starasz się unikać.
Ale, czasem wymiękasz, co nie co dodasz o sobie… i po co ? jak nie zwracają na to uwagi, albo nie wiedzą co odpowiedzieć ?
Przecież to jest bez sensu. Więc po co w ogóle kiedykolwiek coś komuś mówić ?
Najgorszy jest moment, gdy jesteś otoczona masą ludzi, z którymi śmiejesz się, bo musisz, choć w środku czujesz jakby Cię coś wyżerało.
Powoli, stopniowo … aż w końcu dojdzie do takiego punktu, że będziesz musiała pójść pod jakąś wymówką, bo nie dasz rady nie zapłakać, nie krzyknąć. musisz to zrobić, bo inaczej Cię zniszczy.. zabije.
Tak właśnie, samotność zabija.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz