Byłam samotna.
Pojawiłeś się ty,
omotałeś mnie swoim urokiem.
Kochałam, gdy twoje oczy spoczywające na moich; zmęczonych,
obdarzały mnie troską i opieką.
Serce biło mi dwa razy szybciej,
czułam się najszczęśliwsza na świecie,
a szczery uśmiech zawitał na mej twarzy,
naprawiłeś mnie całą,
ale i w jeden dzień zniszczyłeś.
Pojawiłeś się ty,
omotałeś mnie swoim urokiem.
Kochałam, gdy twoje oczy spoczywające na moich; zmęczonych,
obdarzały mnie troską i opieką.
Serce biło mi dwa razy szybciej,
czułam się najszczęśliwsza na świecie,
a szczery uśmiech zawitał na mej twarzy,
naprawiłeś mnie całą,
ale i w jeden dzień zniszczyłeś.
Odszedłeś z inną.
Jestem samotna.
Popadam w depresję.
Ten chłód jest nie do opisania,
nie jestem dzieckiem szczęścia,
zadźgajcie mnie nożem.
W głowie nadal mam to twoje cudowne spojrzenie,
nigdy go nie zapomnę.
Twój zapach stał się dla mnie moja własną odmianą heroiny,
nie potrafię żyć bez Ciebie.
W dzień zakładając maskę, by nikt niczego nie zauważył.
Przecież jetem dziewczyną radosną i spontaniczną,
zadowoloną z życia i wszystkiego co ma.
A jak jest naprawdę ?
Z zaciskanymi zębami, maszeruję w tłum; uśmiechnięta,
gdy w środku odczuwam pragnienie,
by upaść na podłogę z przestającym biciem serca.
Ciągle to uczucie beznadziejności w sobie, że jestem nikim, strach.
A noc ? Cieknący azot spływający po policzku,
martwa dusza czekająca na ciało, poszarpane serce krzyczące to jedno imię,
myśli przechodzące przez moją głowę, tak bardzo przerażające.
Czarna melancholia stająca się moją siostrą. W środku pusta.
Tylko ból i cierpienie;
cierpienie i ból.
Smutek i szloch;
szloch i smutek.
Desperacja i gehenna;
gorycz i lament.
Dławiąc się łzami, które płyną jak wartki potok: wije, targam, duszę się.
I choć mam tylko 15 lat, nie umiem żyć, brakuje mi powietrza.
Tak bardzo mi na nim zależy, nadal.
Pod warstwą kurzu i bólu, powietrza przeciążonego, nadal jesteś obecny, choć daleki.
Krwawiące serce, głos anioła, katakumby, w których duszą się moje myśli, każda cząsteczka mojego ciała
Woła do Ciebie !
Ty nie słyszysz.
Popadam w depresję.
Ten chłód jest nie do opisania,
nie jestem dzieckiem szczęścia,
zadźgajcie mnie nożem.
W głowie nadal mam to twoje cudowne spojrzenie,
nigdy go nie zapomnę.
Twój zapach stał się dla mnie moja własną odmianą heroiny,
nie potrafię żyć bez Ciebie.
W dzień zakładając maskę, by nikt niczego nie zauważył.
Przecież jetem dziewczyną radosną i spontaniczną,
zadowoloną z życia i wszystkiego co ma.
A jak jest naprawdę ?
Z zaciskanymi zębami, maszeruję w tłum; uśmiechnięta,
gdy w środku odczuwam pragnienie,
by upaść na podłogę z przestającym biciem serca.
Ciągle to uczucie beznadziejności w sobie, że jestem nikim, strach.
A noc ? Cieknący azot spływający po policzku,
martwa dusza czekająca na ciało, poszarpane serce krzyczące to jedno imię,
myśli przechodzące przez moją głowę, tak bardzo przerażające.
Czarna melancholia stająca się moją siostrą. W środku pusta.
Tylko ból i cierpienie;
cierpienie i ból.
Smutek i szloch;
szloch i smutek.
Desperacja i gehenna;
gorycz i lament.
Dławiąc się łzami, które płyną jak wartki potok: wije, targam, duszę się.
I choć mam tylko 15 lat, nie umiem żyć, brakuje mi powietrza.
Tak bardzo mi na nim zależy, nadal.
Pod warstwą kurzu i bólu, powietrza przeciążonego, nadal jesteś obecny, choć daleki.
Krwawiące serce, głos anioła, katakumby, w których duszą się moje myśli, każda cząsteczka mojego ciała
Woła do Ciebie !
Ty nie słyszysz.
Zbieram się na odwagę,
otwieram okno.
Rozkładam ręce na wzór skrzydeł,
SKACZĘ.
W otchłań ciemności.
otwieram okno.
Rozkładam ręce na wzór skrzydeł,
SKACZĘ.
W otchłań ciemności.
Jestem szczęśliwa.
- Wiersz, który zamieszczam został napisany... aż głupio się przyznawać..... na potrzeby pracy domowej dla chętnych. Zmodyfikowałam go lekko, gdyż w pewnych momentach nie mógł być tak drastyczny do przedstawiania na lekcji. Tu jednak jestem śmiała zamieścić oryginał.
